Dziś wyruszyliśmy na rower
Piątek, 4 maja 2007
· Komentarze(2)
Kategoria XC
Dziś wyruszyliśmy na rower stosunkowo wcześnie bo o 10:00 :) Odydwaj czuliśmy już pierwsze oznaki przeziębienia, lekka gorączka, ból gardła więc pierwsze kilometry szły trochę opornie. Podejchaliśmy do Szczyrbskiego Plesa i dalej niestety asfaltem pojechaliśmy do Tatrzańskiej Polianki.

Stamtąd zaczął się podjazd nad Velckie Pleso (1670 m n. p. m.). Po pierwszych kiluset metrach Witek zaczął mi uciekać do przodu. Ja chcąc skróć sobie drogę zjechałem na chwile na szlak pieszy któy biegł prostopadle do stoku przecinając co kilkaset metrów trawersujący szlak rowerowy którym zaczęlismy podjeżdzać. Gdy wyjechałem z pieszego z powrotem na rowerowy poczekałem na Witka. Nie widząc go jednak przez kilka minut pomyslałem, że musiał juz przejechać i ruszyłem dalej do przodu myśląc, że spotkamy się po drodze lub na górze. Tak podjeżdzałem sobie zatrzymując się co chwile robiąc zdjęcia.




W końcu okazało się, że Witek zaraz na początku jak tylko zniknąłem mu z oczu cofnął się i czekał tam na mnie. Nie mógł się do mnie dodzwonić bo miałem wyłączony telefon więc pomyślał, że napewno go zgubiłem i wróciłem się go szukać. Wtedy on zaczał się wracać w stronę domu :) W końcu gdy ja zajechałem na górę włączyłem telefon i dopiero się zdzwoniliśmy. Zdecydowałem, że poczekam na niego na górze i tak przesiedziałem sobie z 1,5 h w hotelu - schronisku nad Velickim Plesem.

W końcu zaczeliśmy zjeżdzać. Najpierw próbowaliśmy zielonym szklakiem jednak dojechaliśmy tylko do Velickiej Polany. Śnieg i kamienie nie dały jechać. Wróciliśmy się i zjechaliśmy szlakiem rowerowych tak jak wjechaliśmy.



Na ostatnim zjeździe (superowa leśna droga z kamieniami i korzeniami) pusciłem trochę wodze fantazji i wyszło tak jak wyszło :) Obie na tym samym kamieniu:

Stamtąd zaczął się podjazd nad Velckie Pleso (1670 m n. p. m.). Po pierwszych kiluset metrach Witek zaczął mi uciekać do przodu. Ja chcąc skróć sobie drogę zjechałem na chwile na szlak pieszy któy biegł prostopadle do stoku przecinając co kilkaset metrów trawersujący szlak rowerowy którym zaczęlismy podjeżdzać. Gdy wyjechałem z pieszego z powrotem na rowerowy poczekałem na Witka. Nie widząc go jednak przez kilka minut pomyslałem, że musiał juz przejechać i ruszyłem dalej do przodu myśląc, że spotkamy się po drodze lub na górze. Tak podjeżdzałem sobie zatrzymując się co chwile robiąc zdjęcia.




W końcu okazało się, że Witek zaraz na początku jak tylko zniknąłem mu z oczu cofnął się i czekał tam na mnie. Nie mógł się do mnie dodzwonić bo miałem wyłączony telefon więc pomyślał, że napewno go zgubiłem i wróciłem się go szukać. Wtedy on zaczał się wracać w stronę domu :) W końcu gdy ja zajechałem na górę włączyłem telefon i dopiero się zdzwoniliśmy. Zdecydowałem, że poczekam na niego na górze i tak przesiedziałem sobie z 1,5 h w hotelu - schronisku nad Velickim Plesem.

W końcu zaczeliśmy zjeżdzać. Najpierw próbowaliśmy zielonym szklakiem jednak dojechaliśmy tylko do Velickiej Polany. Śnieg i kamienie nie dały jechać. Wróciliśmy się i zjechaliśmy szlakiem rowerowych tak jak wjechaliśmy.



Na ostatnim zjeździe (superowa leśna droga z kamieniami i korzeniami) pusciłem trochę wodze fantazji i wyszło tak jak wyszło :) Obie na tym samym kamieniu:
